Słonecznym być
strona główna

Stirlitz

Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje w kota benzynę. Kot wyrwał się, przebiegł kilka metrów i upadł.
- Widocznie benzyna się skończyła - pomyślał Stirlitz.


Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy.
- Otwieraj! - krzyknął Mueller.
- Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz.
W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.


Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poslizgnał się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
Następnego dnia cud mu posiniał i obrzękł.


Stirlitz szedł nocą przez las i nagle zobaczył na gałęzi parę świecących oczu.
- Sowa - pomyślał Stirlitz.
- Sam jesteś sowa - pomyślał Müller.


Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia z budynku, ale Stirlitz ich przechytrzył.
Uciekł wejściem.


Stirlitz zamyślił się. Tak mu się to spodobało, że zamyślił się jeszcze raz.


Müller zastał Stirlitza myszkującego w jego sejfie.
- Co tu robisz? - zapytał.
- Czekam na tramwaj - błyskotliwie wykpił się Stirlitz.
Müller wyszedł, a kiedy wrócił po chwili, Stirlitza już nie było.
- Widocznie odjechał - pomyślał Müller.


W dniu Święta Majowego Stirlitz założył czapkę czerwonoarmisty, chwycił czerwony sztandar i przemaszerował się po korytarzach Biura Bezpieczeństwa Rzeszy śpiewając międzynarodowkę i inne rewolucyjne pieśni.
Jeszcze nigdy nie był tak blisko wpadki.


Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały.
Kathe pada. Krew tryska.
Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna coś podejrzewać.


Stirlitz na popijawie u Müllera pozwolił sobie na zbyt wiele. Następnego dnia, by rozwiać wątpliwości, wchodzi do gabinetu Müllera i pyta:
- Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszej imprezie, że jestem sowieckim agentem?
- Nie - przyznał Müller.
Stirlitz odetchnął z ulgą.


Hitler dzwoni do Stalina:
- Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
- Zaraz wyjaśnię.
Stalin dzwoni do Stirlitza:
- Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
- Tak jest, towarzyszu Stalin.
- Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!


Stirlitz wszedł do kawiarni.
- To Stirlitz. Zaraz będzie tu zadyma - powiedział jeden z siedzących przy stole.
Stirlitz wypił kawę i wyszedł.
- Nie - powiedział drugi, - to nie był Stirlitz.
- Jak to nie!? To był Stirlitz!!! - krzyknął trzeci.
Zaczęła się zadyma.


Stirlitz silnym kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko zbliżył się do czytającego gazetę Müllera.


Müller wiedział, że Rosjanie, zamieszawszy herbatę po wsypaniu do niej cukru, zostawiają łyżeczkę w szklance. Chcąc sprawdzić Stirlitza, zaprosił go do siebie na herbatę.
Stirlitz wsypał cukier do herbaty, zamieszał, wyjął łyżeczkę, położył na spodeczku, po czym pokazał Müllerowi język.


Stirlitz, spacerując zimą nad brzegiem jeziora, ujrzał na nim ludzi.
"Łyżwiarze" - pomyślał Stirlitz.
"Stirlitz" - pomyśleli wędkarze.


Na korytarzu, w siedzibie gestapo, Stirlitz zobaczył Kathe, a za nią dwóch żołnierzy z karabinami i plecakami.
"Jadą na wczasy" - pomyślał Stirlitz.


Stirlitz wchodzi do gabinetu Müllera:
- Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. - Nieźle płacą.
Zszokowany Müller patrzy podejrzliwie. Stirlitz zmieszany kieruje się w kierunku drzwi. Nagle przystaje.
- Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta.
Wie bowiem ze szkolenia, że ludzie zapamiętują tylko koniec rozmowy.


Stirlitz z Müllerem poszli popływać. Stirlitz zdjął mundur, a pod mundurem miał czerwony podkoszulek z sierpem i młotem.
Müller zapytał:
- Skąd macie taką koszulkę, Stirlitz?
- Aaa, to żona mi podarowała, w Dniu Armii Radzieckiej - odpowiedział Stirlitz i pomyślał: - "Czy aby nie powiedziałem za dużo?"